CHOROBY AUTOIMMUNOLOGICZNE

- BIELACTWO (vitiligo)
- CHOROBA BASEDOWA
- CHOROBA CROHNA
- CHOROBA PARKINSONA
- CUKRZYCA MŁODZIEŃCZA
- JASKRA
- ŁUSZCZYCA
- ŁYSIENIE PLACKOWATE
- MAŁOPŁYTKOWOŚĆ SAMOISTNA (TROMBOCYTOPENIA)
- MIASTENIA
- NADCZYNNOŚĆ TARCZYCY
- NIEDOCZYNNOŚĆ TARCZYCY
- REUMATOIDALNE ZAPALENIE STAWÓW (RZS)
- SARKOIDOZA
- TOCZEŃ RUMIENIOWATY
- WRZODZIEJĄCE ZAPALENIE JELITA GRUBEGO
- ZIARNICA WEGENERA (ZIARNIAKOWATOŚĆ)
- NIEKTÓRE NEUROPATIE
- STWARDNIENIE ROZSIANE (SM)
- TWARDZINA (SKLERODERMIA)
- ZAPALENIE MIĘŚNI (MYOSITIS)
- ZESPÓŁ JELITA DRAŻLIWEGO
- ORAZ WIELE INNYCH CHORÓB PRZYPUSZCZALNIE WYWOŁANYCH AUTOAGRESJĄ

Sławomir Gromadzki    
zielarz@nadzieja.pl

 

Choroby autoimmunologiczne polegają na tym, że układ odpornościowy wytwarza przeciwciała (immunoglobuliny) skierowane przeciwko własnym tkankom (tzw. autoprzeciwciała), wywołując w nich chroniczne zapalenie z trwałymi uszkodzeniami. I tak np., gdy białe ciałka krwi atakują stawy, powoduje to reumatoidalne zapalenie stawów, jeśli celem ich ataku jest jelito grube, prowadzi to do wrzodziejącego zapalenia jelita grubego, w przypadku ataku na osłonki mielinowe zakończeń komórek nerwowych dochodzi do stwardnienia rozsianego itd.

Każda komórka ludzkiego organizmu na swojej powierzchni posiada pewne specyficzne białka (tzw. antygeny zgodności tkankowej), które są rozpoznawane przez układ odpornościowy jako antygeny należące do komórek własnego organizmu, dzięki czemu system obronny nie atakuje tych komórek i nie wytwarza przeciwko nim przeciwciał. Zjawisko to nosi nazwę tolerancji immunologicznej na własne antygeny. Jednak w przypadku chorób autoimmunologicznych, brak tej cechy sprawia, że białe ciałka krwi uznają niektóre komórki własnego organizmu za obce, co prowadzi do niszczenia własnych tkanek (autoagresja). Narząd, który zostaje uznany przez układ obronny za wroga nie ma szans obrony, gdyż zostaje oznakowany przez przeciwciała jako wróg i regularnie szpikowany kompleksami immunologicznymi. Komórki żerne (makrofagi), limfocyty i układ dopełniacza zaczynają wtedy atakować te własne i oznakowane wcześniej tkanki narządu niszcząc go.

Istnieje kilka teorii mających na celu wyjaśnienie przyczyny chorób z autoagresji. Jedna z nich sugeruje, że przypuszczalnym powodem mogą być wirusy np. zapalenia mięśnia sercowego, grypy, zapalenia płuc, wietrznej ospy, zapalenia wątroby, zapalenia opon mózgowych, mononukleozy i inne. Uważa się, że wirusy te, pozostając w organizmie w formie utajonej, są w stanie spowodować zmiany w komórkach ludzkiego organizmu, nadać im cechy antygenów i w ten sposób wywołać rekcję autoimmunologiczną, czyli inwazję białych ciałek krwi, które zaczynają traktować te zmienione przez wirusy komórki jak potencjalnego intruza i doprowadzać do ich zniszczenia.

Niewykluczone też, że do niektórych chorób autoimmunologicznych przyczynia się reakcja alergiczna na np. pewne pokarmy mleczne, a szczególnie białko występujące w mleku (kazeinę) czy np. na nitrozoaminy z wędzonego mięsa itp. U chorych wykrywa się wtedy przeciwciała na białko mleka, co świadczy o reakcji alergicznej. Oczywiście, w takiej sytuacji chory nie powinien spożywać żadnych pokarmów mlecznych. W zastępstwie zalecane jest dostępne w sklepach ze zdrową żywnością mleko sojowe lub owsiane. J.C. Ogilvie w książce „Overcoming Multiple Sclerosis” napisał, że “dieta jest najważniejszym czynnikiem pozwalającym kontrolować objawy stwardnienia rozsianego. kluczowa zasada polega na unikaniu pokarmów mlecznych i zawierających gluten. Uważa się, że spożywanie tych produktów (w przypadku osób uczulonych) prowadzi do zniszczenia osłonek mielinowych otaczających nerwy”.

Dr Patrick Holford sugeruje zaś, że podobną nadwrażliwość systemu obronnego spowodować też może niedobór cynku w diecie: "U osób z niedoborem cynku, nie będą skutecznie rozkładane białka, co spowoduje, że duże niestrawione cząsteczki pokarmowe mogą wniknąć z jelita cienkiego poprzez uszkodzone fragmenty jego ścian (spowodowane też niedoborem cynku) do wnętrza organizmu, gdzie są traktowane jako obce ciała i atakowane przez system obronny. Mechanizm ten stanowi podstawę większości alergii pokarmowych" (Dr P. Holford, „Smak Zdrowia”, 105). Warto zatem, zadbać o to, by w organizmie znajdowała się odpowiednia ilość cynku, którego bogatym źródłem są np. pestki dyni, czosnek, nasiona słonecznika czy nierafinowane produkty zbożowe (razowe pieczywo, kasze, razowy makaron itp.).

Niestety, jak dotąd, tradycyjna medycyna jest nadal całkowicie bezsilna w walce z autoagresją, a całą sytuację pogarsza fakt, że stale pojawiają się nowe choroby autoimmunologiczne. Konwencjonalne leczenie chorób z autoagresji zwykle polega jedynie na hamowaniu aktywności układu immunologicznego przez podawanie np. kortykosteroidów, które niestety niszczą przy tym system obronny i powodują wiele innych niebezpiecznych skutków ubocznych. Taka metoda walki z autoagresją przypomina wyrzucanie dziecka z kąpielą, albo koszenie i usuwanie dobrych roślin razem z chwastami, które i tak potem odrastają, a z samych roślin nie ma większego pożytku. Na podobnej zasadzie działają leki immunosupresyjne, które wprawdzie osłabiają atak leukocytów na tkanki własnego organizmu, to z drugiej strony bardzo osłabiają system obronny zwiększając przez to znacznie prawdopodobieństwo zgonu z powodu innych chorób, np. raka. Z tego powodu potrzebny jest inny o wiele bardziej skuteczny, a przy tym wolny od skutków ubocznych sposób leczenia chorób autoimmunologicznych, i taki sposób opisany został w niniejszym opracowaniu.

Obecnie coraz większe grono naukowców jest zdania, że główną przyczyną wszelkich chorób autoimmunologicznych jest niewłaściwie funkcjonujący system nerwowy, nadmierny stres, depresja, niechęć do życia itp. Wiadomo, że system obronny jest bardzo mocno związany z układem nerwowym: „Dowiedziono, że między układem nerwowym a odpornościowym zachodzi ożywiona wymiana informacji, i dlatego psychika może oddziaływać na system obronny organizmu" („Wzmacnianie Układu Odpornościowego”, s. 218). To właśnie dlatego tak ważne jest pozytywne nastawienie do życia, radość, miłość i umiejętność radzenia sobie ze stresem, gdyż negatywne nastawienie do życia, pesymizm, depresja czy lęk, sprawiają że mózg również przekazuje systemowi obronnemu podobne informacje. To z kolei sprawia, że leukocyty przekształcają się we wroga własnego organizmu i atakują go, prowadząc do powstania różnych chorób autoimmunologicznych: „Wielu pacjentów cierpiących na reumatoidalne zapalenie stawów wyznało, że na krótko przed pojawieniem się tej autoimmunologicznej choroby doświadczyli szeregu negatywnych przeżyć psychicznych" („Wzmacnianie Układu Odpornościowego”, s. 216); „Powszechnie uważa się, że stwardnienie rozsiane jest chorobą autoimmunologiczną, w przypadku której krwinki białe atakują osłonki mielinowe, uznając je za substancje obce. Chorobę często poprzedza stres i niewłaściwe odżywianie (tłuszcze nasycone, cholesterol, używki itp.)” (Dr J. Balch, „Encyklopedia Zdrowego Żywienia”, s. 128); „Istnieją dowody na to, że stan psychiki ma wpływ na powstawanie chorób autoimmunologicznych” („Wzmacnianie Układu Odpornościowego”, s. 216).

Ciągłe stresy, przygnębienie, pesymizm czy nadpobudliwość nerwowa sprawiają, że tworzące układ obronny białe ciałka krwi również znajdują się pod wpływem tych wszystkich negatywnych czynników. Czynniki te docierają stale do leukocytów jako impulsy nerwowe i mogą spowodować, że zmieni się ich natura. To z kolei prowadzi do tego, że zamiast bronić organizmu takiej osoby, leukocyty zaczynają go atakować, gdyż te wszystkie negatywne sygnały ze strony systemu nerwowego oraz niezdrowy styl życia (używki, brak ruchu, niezdrowa dieta itp.) sprawiają, że białe ciałka krwi „dochodzą do wniosku”, że skoro ich „właściciel” prowadzi taki „samobójczy” tryb życia, to świadczy to o tym, że nie chce dłużej żyć. „Postanawiają” więc pomóc mu w dziele samounicestwienia i zaczynają atakować różne tkanki. Obecnie istnieje już sporo danych, które potwierdzają tę niezwykłą teorię.

Wynika z tego, że ogromne znaczenie w zapobieganiu i leczeniu chorób z autoagresji może mieć wyzbycie się pesymizmu, niechęci do życia, nienawiści, lęku a także unikanie tego wszystkiego, co przyspiesza śmierć naszego organizmu, np. używek, nadmiaru rafinowanego cukru, konserwantów czy wysokotłuszczowej diety, gdyż to wszystko sprawia, że do leukocytów docierają tzw. „sygnały śmierci”, pobudzające je do unicestwiania własnego organizmu.

Z drugiej zaś strony, jeśli osoba chora na chorobę autoimmunologiczną zacznie cieszyć się życiem, akceptować miłość Bożą objawioną na kartach Pisma Świętego, pielęgnować pozytywny sposób myślenia, udawać się np. na spacery, ciesząc się przyrodą, jeśli będzie unikać używek, odżywiać się prawidłowo i postępować zgodnie ze wszystkimi zasadami zdrowego stylu życie, wówczas będzie to wywierać kojący wpływ na system obronny, tak że białe ciałka krwi przestaną atakować własny organizm i wszystko wróci do normy: „Silna wola życia i wyzdrowienia może zmobilizować system obronny i zwykle prowadzi do ustąpienia choroby” („Wzmacnianie Układu Odpornościowego”, s. 213); „Tylko pacjent, który kocha życie może wyzdrowieć i tylko ci, którzy cieszą się każdym dniem, mogą skutecznie bronić się przed atakami ze strony środowiska”; "Ludzie, którzy nie załamują się w obliczu zagrażającej życiu choroby, stają się często bohaterami cudownych historii, i pomimo tego, że są śmiertelnie chorzy wracają do zdrowia" („Wzmacnianie Układu Odpornościowego”, s. 213); „Jeśli ktoś stracił radość życia, częściej zapada na różne choroby niż ten, kto cieszy się życiem” („Wzmacnianie Układu Odpornościowego”, s. 214).

Naukowcy odkryli, że w przypadku wielu chorób autoimmunologicznych zmienia się program w genach limfocytów T, które teraz zamiast chronić komórki, np. wytwarzające dopaminę komórki mózgowe, atakują je i niszczą, dając objawy choroby Parkinsona. Podobna sytuacja ma miejsce np. w przypadku reumatoidalnego zapalenia stawów (najczęściej występująca choroba autoimmunologiczna). W tej sytuacji limfocyty T atakują stawy. Dlaczego własne stawy stają się celem ich ataku, przecież powinny je chronić? Dzieje się tak, ponieważ zmieniła się ich natura, zmienił się ich „instynkt”. Atakują swoje własne tkanki, bo coś zmieniło się w genach, zmienił się zakodowany w genach program.

Wiele osób, szczególnie kobiet, cierpi z powodu problemów z tarczycą. W ich przypadku tarczyca produkuje np. za dużo hormonów, co może objawiać się nadczynnością tarczycy. Takie osoby potrzebują większych ilości hormonów, gdyż muszą mieć energię potrzebną do wykonania swoich obowiązków. Hormony tarczycy zaś sprawiają, że człowiek taki jest bardziej wydajny i stale ożywiony. W przypadku natomiast innych osób może być odwrotnie i limfocyty T nie produkują tych substancji stymulujących tarczycę do wytwarzania hormonów. W tej sytuacji limfocyty T po prostu niszczą tarczycę i wtedy nie wytwarza ona tych hormonów w odpowiednich ilościach, co prowadzi do objawów niedoczynności tarczycy. Jest tak, ponieważ wrażliwe na stan systemu nerwowego i umysłu geny w limfocytach T zmieniają się, tak samo jak normalne i zdrowe komórki przekształcają się w komórki nowotworowe pod wpływem różnych zewnętrznych negatywnych czynników (stres, toksyczne związki, szkodliwe promieniowanie, wirusy itp.).

Wiadomo obecnie, że znajdujące się w komórkach geny reagują na potrzeby i pragnienia wynikające ze sposobu myślenia i stylu życia danej osoby. Jeśli np. postępujemy i myślimy tak jak gdyby życie przestało mieć dla nas znaczenie i raczej życzymy sobie śmierci, wówczas negatywnie funkcjonujący system nerwowy prawdopodobnie „zaraża” tymi złymi pragnieniami układ immunologiczny, który z kolei stara się realizować pragnienia i potrzeby umysłu. Jest to niezwykle ważne w celu zrozumienia tego jak dochodzi do powstawania chorób autoimmunologicznych. Jeśli jakiś człowiek żyje w ciągłym stresie, stale chce wykonać wszystko jak najlepiej, nieustannie się śpieszy, martwi się, że może nie zdąży zrobić czegoś na czas, zawsze chce stanąć na wysokości zadania, często pobudza swój organizm kofeiną (kawa, cola, herbata), za mało przy tym śpiąc itd., wówczas limfocyty T wchodzące w skład układu immunologicznego również znajdują się pod wpływem takiego ciągłego stresu i napięcia, gdyż mają ścisły związek z układem nerwowym. W wyniku tego przestają prawidłowo funkcjonować. Stale docierają do nich informacje i sygnały o tym, że człowiek ten chce bez przerwy pracować na najwyższych obrotach, więc teraz zaczynają mu w tym „pomagać”, nieustannie stymulując komórki tarczycy do wytwarzania nadmiernych ilości hormonów, które pobudzają organizm takiej osoby. Jeśli zaś pojawia się niedoczynność tarczycy, to może tak być, dlatego że osoba, którą dotknęła ta dolegliwość wcześniej prowadziła zły („samobójczy”) styl życia, stosując używki np. kawę, odżywiając się niewłaściwie i wpadając w depresję. Dodatkowo, ktoś taki najczęściej prowadzi też siedzący tryb życia, a ponieważ tylko martwi ludzie nie ruszają się, więc leukocyty „dochodzą do wniosku”, że ten człowiek albo już jest martwy, albo pragnie śmierci, gdyż nie rusza się (nie ćwiczy), a dodatkowo używkami oraz niezdrową dietą niszczy swoje zdrowie i życie, popełniając swego rodzaju powolne samobójstwo. Dodatkowy problem stanowi negatywny sposób myślenia, niechęć do życia itp. A ponieważ mózg ma bardzo ścisły związek z układem immunologicznym, te wszystkie sygnały śmierci, niechęci do życia stale docierały do limfocytów, które zaczynają odbierać to jako swego rodzaju polecenie, by pomóc „właścicielowi” w samounicestwieniu się, zaczynają więc atakować jego tkanki.

Żeby zatem uwolnić się od jakiejkolwiek choroby autoimmunologicznej należy, co zresztą zrozumiałe, całkowicie zmienić styl życia, zacząć pozytywnie myśleć, stale wyznaczać sobie jakieś nowe cele w życiu, zdobywać nową wiedzę, ćwiczyć fizycznie, unikać używek, mięsa i tego wszystkiego co skraca życie, jeść więcej owoców, warzyw i innych pokarmów pochodzenia roślinnego, pić odpowiednie ilości czystej wody między posiłkami, cieszyć się życiem, a nade wszystko nadzieją wiecznego życia, które jest dostępne dla każdego przez wiarę w Chrystusa, a wówczas do białych ciałek krwi będą docierać sygnały życia. Leukocyty będą przekonane o tym, że chcemy żyć i wtedy zamiast atakować własny organizm będą go bronić i to bardzo energicznie.

Podczas jednego ze swoich wykładów, dr Sang Lee opowiadał bardzo interesującą historię o pewnej 12-letniej dziewczynie, która zmuszana była przez swego ojca do gry na pianinie, pomimo tego, że nie przejawiała ku temu najmniejszej chęci ani talentu. Jednak ojciec stale zmuszał ją do ciągłych ćwiczeń strasząc karą za brak postępów. Dziewczyna żyła więc w ciągłym strachu, w poczuciu braku miłości, tracąc chęć do życia, myśląc stale o samobójstwie i odczuwając nienawiść do ojca. W wyniku tego, system nerwowy ciągle drażnił białe ciałka krwi tymi negatywnymi „sygnałami śmierci”, aż w końcu dziewczyna ta zachorowała na autoimmunologiczną chorobę nerek. Ponieważ stale pragnęła śmierci i mówiła, że nikt jej nie kocha, limfocyty T w jej ciele „powiedziały”: „Dobrze, skoro tak bardzo pragniesz śmierci, pomożemy ci w tym”. I wtedy geny w komórkach T zmieniły się, gdyż geny reagują na potrzeby oraz wyrażane przez system nerwowy pragnienia, w tym przypadku na pragnienie (potrzebę) śmierci. Ojciec tej dziewczyny był w szoku, gdy powiedziano mu, że zachorowała ona na chorobę autoimmunologiczną, i że konieczny będzie przeszczep nerek. Jednak zanim zgodził się na operację, dowiedział się o Instytucie Weimar i zawiózł tam córkę w nadziei, że może dzięki stosowanej tam kuracji uda się przywrócić jej zdrowie. Podczas wykładów prowadzonych przez doktora Lee człowiek ten dowiedział się, że to on swoją surowością i powściągliwością w okazywaniu miłości spowodował, że jego córka zachorowała, więc zaczął ją przepraszać i zapewnił, że jeśli nie chce nie musi więcej grać na pianinie, i że pomimo tego będzie ją kochał. To z kolei sprawiło, że ta dziewczyna zaczęła myśleć zupełnie inaczej, przestała pragnąć śmierci, ale zaczęła cieszyć się życiem. Codziennie razem z ojcem wychodziła na spacery, spożywała wegetariańskie potrawy, piła czystą wodę między posiłkami, cieszyła się także Bożą miłością, której głębie poznawała każdego dnia czytając Pismo Święte. I to wszystko sprawiło, że w końcu jej system nerwowy zaczął przesyłać do białych ciałek krwi „sygnały życia”, mówiące o tym, że teraz ta dziewczyna cieszyła się życiem i pragnęła żyć. W wyniku tego, jej limfocyty T ponownie przekształciły się w normalne zdrowe komórki i w końcu przestały atakować nerki. A gdy po powrocie do domu udała się do szpitala w celu przeprowadzenia badań, okazało się, że jej nerki były zupełnie zdrowe! Stało się tak, gdyż białe ciałka krwi w końcu przestały je atakować! Profesorzy, którzy wcześniej sugerowali przeszczep nerek byli w szoku, mówiąc że to cud!

Wszystko wskazuje na to, że przygnębienie, poczucie braku miłości i bezpieczeństwa, gniew, złość oraz wiele innych negatywnych uczuć, stanowi jedną z głównych przyczyn cukrzycy młodzieńczej, która jest także chorobą autoimmunologiczną. Dotknięte tą chorobą dzieci, zwykle są bardzo wrażliwe, przez co z łatwością załamują się i przejmują. W takim przypadku należy uczynić wszystko, aby dzieci te otoczone były atmosferą szczęścia i miłości. Zwykle, gdy dziecko zapada na taką chorobę, wówczas rodzice w jego obecności uzewnętrzniają swoje negatywne uczucia, okazując przygnębienie i strach. Jednak takie zachowanie nie pomoże w rozwiązaniu problemu, ale jeszcze bardziej go pogłębia, gdyż wywiera to negatywny wpływ na i tak już skłonną do pesymizmu psychikę dziecka. Należy raczej okazywać radość i pogodę ducha, a nawet śpiewać i modlić się z entuzjazmem razem z dzieckiem. Więcej czasu powinno się spędzać na łonie przyrody, wspólnie ciesząc się życiem i bawiąc się oraz wskazując na ukryte w przyrodzie i Piśmie Świętym objawy Bożej miłości. Wtedy to chore dziecko, uwolni się od lęku, zmartwień i przygnębienia, a dzięki temu system nerwowy przekaże limfocytom życiodajne, kojące i optymistyczne sygnały, które sprawią, że system obronny przestanie atakować komórki beta trzustki i wtedy ponownie zaczną one wytwarzać insulinę, dzięki czemu objawy cukrzycy znikną. W celu lepszego zrozumienia zasad zapobiegania i leczenia cukrzycy młodzieńczej, polecam także lekturę innej broszury mojego autorstwa pt. „Cukrzyca i Hipoglikemia”.

Niektóre choroby autoimmunologiczne bardzo często dotykają na przykład takie kobiety, które tłumiąc złość w sobie i pielęgnują złe uczucia. Mogą to być kobiety, które np. odczuwają nienawiść do innej osoby, ale w tym samym czasie dręczą je wyrzuty sumienia i uważają, że Bóg ukarze je za ich stosunek do tej znienawidzonej przez nie osoby. Takie negatywne uczucia, ciągłe wyrzuty sumienia i oczekiwanie kary oraz lęk, w konsekwencji prowadzą z czasem do zmiany w genach limfocytów T i wtedy one same wymierzają takiej osobie karę, co również stanowi reakcję na swego rodzaju potrzebę. Interesujące jest to, że agresywnym i wybuchowym kobietom raczej nie przytrafiają się takie autoimmunologiczne choroby. Jest tak prawdopodobnie, dlatego że nie kryją się one ze swoimi uczuciami, ale wyładowują swoją złość, nie bojąc się tak bardzo kary i nie mając jakichś specjalnych wyrzutów sumienia.

Aby wykazać słuszność tego typu poglądu, dr Sang Lee posłużył się przykładem innej kobiety, która była konkubiną pewnego bardzo bogatego mężczyzny. Ponieważ człowiek ten odżywiał się niezdrowo, prowadząc przy tym bardzo stresujący tryb życia, jego tętnice mózgowe zostały w końcu całkowicie zablokowane cholesterolem tak, że miał bardzo poważny udar, który powtórzył się po 6 miesiącach. Nie dawano mu żadnych szans na przeżycie, a ponieważ twierdzono, że będzie żył nie dłużej niż pół roku, mężczyzna ten postanowił spisać testament. Zgodnie z jego wolą niemal cały majątek mieli odziedziczyć dwaj jego synowie. Każdy z nich miał otrzymać po 10 mln dolarów. Jednak, chociaż ta kobieta nie była jego żoną, postanowił przekazać jej nieruchomości warte ok. 500 tysięcy dolarów. Gdy jego synowie dowiedzieli się o tym, przyszli do niego i okazali niezadowolenie z tego powodu, i wtedy zrozumiał, że zainteresowani byli oni jedynie pieniędzmi. Zmienił więc natychmiast treść testamentu, postanawiając cały swój wart ponad 20 mln dolarów majątek przekazać tej kobiecie. To z kolei spowodowało, że teraz ona, choć z natury była dobrą i pokorną osoba, zaczęła pragnąć, by ten człowiek jak najszybciej zmarł, tak aby nie zdążył czasem zmienić tej tak bardzo korzystnej dla niej decyzji. Jednak to złe i egoistyczne pragnienie wywoływało w niej silne wyrzuty sumienie, lęk przed karą oraz wiele innych negatywnych uczuć, które spowodowały, że również w tym przypadku doszło do tego, że zmieniła się natura jej systemu obronnego, który zaczął atakować jej stawy wywołując objawy reumatoidalnego zapalenia stawów. To, że jej własne limfocyty T zaczęły atakować jej organizm, stanowiło reakcję na lęk i to, że ta kobieta stale wmawiała sobie, iż to Bóg ją ukarze. To zaś sprawiło, że ciągle bombardowane takimi złymi impulsami nerwowymi leukocyty faktycznie zaczęły „wymierzać jej karę”. Gdy powiedziano jej, że zachorowała na nieuleczalną autoimmunologiczną chorobę, stała się jeszcze bardziej przygnębiona, gdyż teraz była całkowicie przekonana, że choroba ta była z pewnością wynikiem Bożej kary za to, że pragnęła śmierci mężczyzny, z którym żyła. I gdy wydawało się, że nie ma żadnej nadziei na powrót do zdrowia, zachęcono ją, aby udała się do Instytutu Weimar w Kalifornii, gdzie wyjaśniono jej prawdziwą przyczynę jej choroby, pokazano jej fragmenty Pisma Świętego, które mówią o tym, że Bóg jest miłością, i że choroby nie są wynikiem Jego kary, ale stanowią raczej owoc życia bez Boga oraz wynik stałego łamania zasad zdrowia. Dzięki temu ta kobieta w końcu uwolniła się od stałych wyrzutów sumienia, depresji oraz lęku. Była teraz autentycznie szczęśliwa, cieszyła się tą nową wiedzą o Bogu, Bogu który „jest miłością”, z radością stosowała program „New Start”, w wyniku czego jej komórki T zmieniły się i przestały „wymierzać jej karę”, której wcześniej oczekiwała. W tym samym czasie spożywała tez wegetariańskie potrawy, codziennie wychodziła na energiczne spacery, piła wodę między posiłkami, nie stosowała żadnych używek, nie jadła słodyczy i cieszyła się każdym dniem życia i po pewnym czasie wszystkie objawy choroby zniknęły!

Niezwykle ważne w zapobieganiu i leczeniu chorób z autoagresji są też niewątpliwie najważniejsze w organizmie uspokajające hormony, jakimi są serotonina, endorfina i melatonina.

Na przykład endorfina, zwana hormonem szczęścia, zwiększa odporność na ból, ma silne właściwości uspokajające i antydepresyjne, sprawia że jesteśmy radośni i pozytywnie nastawieni do życia, a dodatkowo wywiera szczególnie pozytywny wpływ, nie tylko na system nerwowy, ale i obronny, co w przypadku chorób autoimmunologicznych ma ogromne znaczenie. Endorfina może tak bardzo „zachęcić” białe ciałka krwi do skutecznej obrony organizmu przed chorobami, że są one w stanie zwalczyć najgroźniejszych intruzów włącznie z wirusem HIV (AIDS) czy jakimkolwiek innym wirusem i będą zdolne do unicestwienia każdego guza nowotworowego! Najlepszym zaś sposobem na pobudzenie przysadki mózgowej do wytwarzania endorfiny jest śmiech, radość, śpiew, podziwianie piękna przyrody, spacery i jakiekolwiek energiczne ćwiczenia fizyczne. To właśnie dlatego u długodystansowych biegaczy stwierdza się, że po wysiłku fizycznym poziom tego hormonu jest tak wysoki, że często śmieją się oni aż do przesady, wręcz jak „pijani”.

Kolejnym antydepresyjnym hormonem, który z pewnością może być przydatny w zwalczaniu chorób autoimmunologicznych jest niewątpliwie wytwarzana przez szyszynkę melatonina. Stwierdzono, że zażywana w odpowiednich dawkach przynosi korzyści profilaktyczno-lecznicze w takich chorobach autoimmunologicznych, jak np. choroba Parkinsona czy stwardnienie rozsiane, a także w chorobie Alzheimera. Ponadto zmniejsza podatność na stresy, poprawia kondycję psychofizyczną, zapewnia spokojny, fizjologiczny sen i neutralizuje wolne rodniki tlenowe, co również jest bardzo ważne w leczeniu chorób z autoagresji. Największa ilość melatoniny wytwarzana jest w nocy. U dorosłych - około 45 roku życia poziom melatoniny we krwi gwałtownie spada (zaczyna się proces starzenia). Melatonina zaś jest najsilniejszym przeciwutleniaczem i skutecznie neutralizuje wolne rodniki tlenowe, które stale powstają w ciele człowieka. Jeżeli nie zostaną zneutralizowane, powodują uszkodzenia komórek.

Według danych, które Z. Koter i P. Olszewski podają w miesięczniku „Wiedza i Życie” (9/1996) melatonina działa przeciwutleniająco ponad dwukrotnie silniej, niż witamina E i pięciokrotnie silniej niż glutation! Osoby narażone na stres mają w późniejszym okresie życia ubytki w tkance mózgowej, czego powodem jest nadmiar kortyzolu (hormon stresu wytwarzany w nadnerczach), co powoduje uszkodzenia komórek mózgowych. Melatonina skutecznie przeciwdziała temu procesowi, co świadczy o tym, że jest ona także doskonałym środkiem przeciwdepresyjnym. Ustalono, iż synteza melatoniny w szyszynce ma ścisły związek z natężeniem światła docierającego do naszych oczu. Jaskrawe sztuczne światło w późnych godzinach wieczornych powoduje zahamowanie produkcji tego hormonu. Z tego powodu wskazane jest w miarę wcześnie udawać się na nocny spoczynek, gdyż przesiadywanie przy sztucznym świetle do późnych godzin nocnych powoduje, że następnego dnia zabraknie nam tego ważnego hormonu. Jednak, choć do wytwarzania melatoniny niezbędna jest ciemność, to zbyt słabe światło w ciągu dnia może być przyczyną zmniejszonej syntezy nocą. Niedobór hormonu występuje więc zarówno u osób pracujących na nocną zmianę (brak ciemności), jak i pracujących cały dzień w słabo oświetlonych pomieszczeniach, które po wyjściu z pracy zastaje zmrok. W przypadku osób pracujących na nocną zmianę, miejsce pracy nocnej powinno być bardzo dobrze oświetlone, natomiast warunki stworzone po powrocie do domu powinny naśladować noc (zasłonięcie okien, założenie na czas snu opaski na oczy, cisza). W przypadku zaś osób pracujących w dzień przy sztucznym oświetleniu, usprawnienie wytwarzania melatoniny możliwe jest przez poprawienie oświetlenia w pracy i częste i jak najdłuższe przebywanie na zewnątrz pomieszczeń, bowiem światło naturalne, nawet w pochmurny dzień, jest o tysiące razy silniejsze od sztucznego oświetlenia. Badania wykazały, że osoby wystawiane w ciągu dnia na wpływ światła słonecznego miały wyraźnie większa ilość nie tylko melatoniny, ale i serotoniny we krwi, dzięki czemu ustępowały objawy, np. bezsenności czy depresji. Wiele dowodów przemawia za tym, iż melatonina jest najsilniejszym spośród znanych antyutleniaczy, które najlepiej niwelują szkodliwy wpływ wolnych rodników tlenowych, które z pewnością stanowią jedna z przyczyn powstawania chorób autoimmunologicznych, gdyż wywierają one destrukcyjny wpływ także na komórki układu odpornościowego, co może prowadzić do mutacji tych komórek i niszczenia przez nie tkanek własnego organizmu.

Jednak prof. B. Cymborowski, na łamach miesięcznika „Wiedza i Życie” (2/1997) sugeruje, że chociaż melatonina może faktycznie dać wiele korzyści, to należy zachować daleko idącą ostrożność, jeśli chodzi o zażywanie jej w formie kapsułek, gdyż można wówczas doprowadzić do jej nadmiaru. Na przykład, wykazano, że wzrost komórek nowotworu piersi był hamowany przez melatoninę nawet o 75%, ale tylko przy takim zakresie jej stężenia we krwi, jakie stwierdza się w nocy u ludzi zdrowych. Jeżeli jej stężenie znacznie wzrastało, wtedy nie wywoływała ona żadnego wpływu na nowotwór. Inne badania wykazały też, że melatonina powinna być zażywana jedynie wieczorem, bo tylko wtedy wywiera pozytywne działanie, jeśli zaś zażywana była w ciągu dnia mogła nawet przyspieszyć rozwój raka. Poza tym, takie nieustanne dostarczanie melatoniny organizmowi w formie suplementu może sprawiać, że geny w komórkach szyszynki odpowiedzialne za wytwarzanie tego hormonu w ogóle przestaną go produkować, gdyż „dojdą do wniosku”, że są „niepotrzebne”, gdyż organizm czerpie melatoninę z jakiegoś innego źródła. A zatem najlepiej jest po prostu w miarę wcześnie kłaść się spać, regularnie ćwiczyć fizycznie, częściej w ciągu dnia przebywać na słońcu, spożywać pokarm z dużą zawartością tryptofanu (aminokwas wchodzący w skład białka), a wtedy szyszynka sama będzie wytwarzać odpowiednie ilości tego hormonu, zażywanie zaś melatoniny w kapsułkach usprawiedliwione jest, jeśli stosowana jest ona w umiarkowanych dawkach i tylko przez pewien okres czasu w takich przypadkach, jak depresja, choroby autoimmunologiczne, bezsenność itp.

Najbardziej jednak pożądanym w przypadku chorób autoimmunologicznych hormonem zdaje się być serotonina. Jedna z jej ról polega na kontrolowaniu emocji i osądu. Badania prowadzone na zwierzętach wykazały, że niski poziom serotoniny ma związek z impulsywnym, agresywnym i ryzykownym zachowaniem. Małpy które wykonywały zbyt ryzykowne skoki z drzewa na drzewo miały niski poziom serotoniny. Inni uczeni stwierdzili, że szczury z niskim poziomem serotoniny wolały wybrać małą nagrodę, którą mogły otrzymać szybko niż dużą nagrodę, na którą musiały czekać nieco dłużej. Naukowcy badali też poziom serotoniny różnych osób i okazało się, że np. więźniowie, którzy popełnili morderstwo mieli nienormalnie niski poziom tego hormonu. Istnieje również przypuszczenie, że brak serotoniny może mieć związek z samobójczymi myślami oraz wieloma przypadkami samobójstw. Osoby, które pod wpływem depresji popełniają samobójstwo mają bardzo niski poziom tego hormonu. Dodatkowo u tych samych osób stwierdzono przed śmiercią, skłonności do przejadania się oraz impulsywnych zachowań. Na szczęście możemy na wiele różnych sposobów wpływać na to, że organizm będzie wytwarzał więcej tego niezwykle ważnego hormonu, który przeciwdziałając depresji, przygnębieniu i samobójczym myślom może okazać się bardzo pomocny w zwalczaniu chorób autoimmunologicznych. Na przykład, wiadomo obecnie, że bardzo duży wpływ na poziom serotoniny w naszym organizmie mają różne kolory, które widzimy w ciągu dnia. Najsilniejsze właściwości stymulujące wytwarzanie serotoniny ma kolor niebieski oraz zielony. Dzięki temu odkryciu, w końcu znajdujemy odpowiedź na pytanie, dlaczego w przyrodzie dominują właśnie te dwa kolory. Nasz Stwórca wiedział o tym, jak bardzo potrzebna będzie nam serotonina, więc sprawił, że w przyrodzie przeważającym kolorem jest błękit (niebo) oraz zieleń (drzewa, trawa itp.). Jednak, gdy stale spędzamy czas siedząc w domu i nie wychodząc na łono przyrody, nie widząc błękitnego i zielonego koloru, wtedy poziom serotoniny jest niski i możemy mieć tendencje do tego, by wpadać w depresję, stajemy się przygnębieni i niespokojni. To właśnie między innymi dlatego, jak napisała Ellen White, kontakt człowieka z przyrodą jest tak ważny dla naszego zdrowia: „Chorzy, którzy większość czasu muszą spędzać zamknięci w czterech ścianach nie widzą błękitu nieba, światła słonecznego, trawy, kwiatów i drzew (zieleni), tylko domy, bruk uliczny i śpieszący się tłum. W taki sposób dręczą się swoimi zmartwieniami i stają się niewolnikami swoich myśli. Przyroda jest Bożym lekarstwem. Czyste powietrze, światło słoneczne, kwiaty i drzewa, a także ruch na wolnym powietrzu obdarzą zdrowiem. Wystarczy spojrzeć, by podziwiać wspaniałą zie¬leń liści. Zupełnie nieświadomie umysł uspokaja się wtedy”. Ponieważ poprzez kolory przyrody Stwórca pragnie nas uspokoić, sprawca zła robi wszystko, aby trzymać nas z dala od łona natury i stara się wzbudzić w nas niepokój, lęk, nerwowość czy przygnębienie otaczając nas szarymi i ciemnymi kolorami, które dominują w miastach.

Innym sposobem na podniesienie tego najbardziej uspokajającego hormonu jest - podobnie jak w przypadku melatoniny - dostarczenie odpowiednich ilości tryptofanu (jednego z aminokwasów wchodzących w skład białka) oraz magnezu, witaminy B6 i B3 (niacyny, kwasu nikotynowego), które są niezbędne do produkcji serotoniny. Dr Agatha Trash wyjaśnia, że „serotonina, to neurotransmiter odpowiedzialny za utrzymywanie pozytywnego myślenia, produkowany jest w organizmie z tryptofanu. Pokarm z niską zawartością tryptofanu może wpływać na obniżenie poziomu serotoniny i sprzyjać powstawaniu depresji” (Dr Agatha Trash, Alergia Pokarmowa, str. 77). Warto zatem wiedzieć, jakie produkty spożywcze zawierają duże ilości tryptofanu, gdyż z niego m.in. wytwarzana jest serotonina. Duże ilości tryptofanu znajdują się wprawdzie w mleku, ale ze względu na to, że mleko zawiera związki, które mogą wywoływać reakcję autoimmunologiczną, w tym przypadku nie jest wskazane. Poza tym, w mleku znajdują się też spore ilości innego aminokwasu – tyrozyny, a ta z kolei ma działanie pobudzające, gdyż stymuluje organizm do wytwarzania noradrenaliny. Najlepszym zatem źródłem tryptofanu są niewątpliwie pokarmy pochodzenia roślinnego bogate w to białko, jak np. soja oraz inne rośliny strączkowe, ryż brązowy i orzeszki ziemne. Bardzo pomocne w wytwarzaniu serotoniny są też węglowodany, a szczególnie te które występują w bananach oraz suszonych owocach (rodzynki, figi, daktyle itp.).

Doskonały wpływ na podniesienie tego niezwykle ważnego hormonu wywierają także nieocenione ćwiczenia fizyczne oraz właściwe korzystanie ze słońca. Zimą znacznie więcej ludzi popada w depresję, ponieważ o tej porze roku światła słonecznego jest znacznie mniej. Szczególnie kobiety są bardzo wrażliwe na brak słońca. Stwierdzono, że w północnych obszarach Stanów Zjednoczonych o wiele więcej ludzi cierpi z powodu depresji niż w stanach południowych. Depresję coraz powszechniej uznaje się za jedną z chorób okresowych związanych z porą roku, ponieważ według najnowszych odkryć nie ma wątpliwości, że jedną z podstawowych przyczyn depresji jest brak słońca. Uczeni prowadzą doświadczenia, by lepiej poznać to zagadnienie. Wystawiają pacjentów na wpływ światła, które jest odpowiednikiem światła słonecznego. Codziennie wcześnie rano ok. godziny 5 budzą swoich pacjentów i wystawiają ich na wpływ tego światła i objawy depresji ustępują. Dzieje się tak, dlatego że światło to stymuluje ich ciała do produkcji serotoniny. W nocy podczas snu wydzielana jest melatonina, a w dzień serotonina. Melatonina powoduje senność, ospałość i zmęczenie. Jest to ważny hormon, ale potrzebny w nocy. Serotonina zaś, choć działa uspokajająco, to nie powoduje senności wtedy, gdy nie jest to potrzebne, ale wręcz przeciwnie działa nawet orzeźwiająco na organizm. Uczeni jednak odkryli, że jeśli tej kuracji przy pomocy światła pacjenci chorzy na depresję nie są poddawani wcześnie rano, ale wieczorem, to wtedy objawy depresji nie ustępują. Niestety osoby chore na depresję nie chcą wstawać rano, a właśnie o tej porze – skoro świt – organizm może wyprodukować najwięcej serotoniny. Słońce rano to wielkie błogosławieństwo dla systemu nerwowego. Żeby się jednak wcześnie wstawać koniecznie trzeba się wcześnie kłaść spać.

Wspominane uspokajające hormony, co ciekawe, mają wpływ na funkcjonowanie systemu obronnego. Najważniejszą część naszego układu immunologicznego stanowią limfocyty T. Zachowują się one w tak inteligentny sposób, że ktoś powiedział, iż są one jakby fragmentami mózgu krążącymi po całym organizmie. Na powierzchni limfocytów T znajdują się różne receptory, które mają reagować na pewne substancje produkowane przez mózg, do których zalicza się m.in. endorfinę, serotoninę czy dopamina. Te receptory funkcjonują dokładnie tak jak anteny. Zgodnie z tym co dzieje się w mózgu, wysyłane są sygnały, które docierają do receptorów, które znajdują się na powierzchni komórek T, które wychwytują je (np. dopaminę czy serotoninę) i wszystko wskazuje na to, że funkcjonowanie limfocytów uzależnione jest od tego, jaki tym sygnału do nich dociera. Serotonina na przykład, sprawia że jesteśmy bardzo spokojni, więc i na system obronny działa uspokajająca, tak że białe ciałka nie są nadwrażliwe i nie wywołują dzięki temu objawów alergii czy chorób autoimmunologicznych. Dopamina natomiast, to romantyczny hormon i powoduje, że stajemy się czuli, uprzejmi, romantyczni i szczęśliwi. Gdy nie mamy dopaminy wtedy robimy wrażenie osób szorstkich w obejściu, nieczułych i sztywnych, co ma też związek z inną autoimmunologiczną chorobą, zwaną chorobą Parkinsona. Wykazano, że jest to również choroba z autoagresji. Znany i bardzo popularny szczególnie w Korei naukowiec i lekarz – dr Sang Lee twierdzi, że w przypadku choroby Parkinsona pewne czynniki powodują, że nagle zmienia się program w genach limfocytów T, które zamiast chronić komórki mózgowe wytwarzające dopaminę, teraz je atakują. Dr Lee uważa, że kiedy często się denerwujemy, zawsze upieramy się przy swoim zdaniu, kłócimy się, narzekamy, krytykujemy, jesteśmy nieuprzejmi i despotyczni w stosunku do innych, wówczas geny w komórkach mózgowych, zajmujące się wytwarzaniem dopaminy, czują się niepotrzebne, więc limfocyty „dochodzą do wniosku”, że należy zniszczyć to, co jest nieużyteczne i zaczynają atakować komórki, które powinny wytwarzać dopaminę tak, że teraz organizm w ogóle nie produkuje tego hormonu, wywołując w ten sposób objawy choroby Parkinsona. Brak dopaminy sprawia, że ta sztywność, napięcie, surowość i despotyzm zostają jakby utrwalone, gdyż teraz chory już na zawsze pozbawiony jest zdolności do tego, czego długo nie chciał okazywać - uśmiechu, romantyzmu czy uprzejmości. Dlatego teraz, jego mięśnie stale są napięte i nie jest w stanie uśmiechać się, gdyż z powodu braku dopaminy mięśnie twarzy są ciągle sztywne i pojawia się charakterystyczne drżenie i sztywność.

Są to niezwykłe i nawet szokujące spostrzeżenia, i choć nie ma jeszcze dostatecznych ilości danych, aby mieć zupełną pewność, co do prawdziwości tego poglądu, to jednak istnieje wiele powodów, by przypuszczać, że taki właśnie może być główny powód choroby Parkinsona. Oznacza to, że najlepszym środkiem zapobiegającym tej autoimmunologicznej chorobie jest uprzejmość, okazywanie miłości, radość, uśmiech, ustępliwość i romantyzm, gdyż wtedy, komórki mózgowe wytwarzające dopaminę stale będą wytwarzać ten hormon i nigdy limfocyty nie dojdą do wniosku, że te komórki nie są potrzebne.

Nie ulega wątpliwości, że dla osób chorych na choroby autoimmunologiczne, najbardziej wskazana jest dieta wyłącznie roślinna, bez nabiału ani żadnych zwierzęcych produktów. W przypadku chorób z autoagresji nie powinno się spożywać najmniejszych ilości słodyczy, napojów słodzonych, serów żółtych, ciast itp. i oczywiście w żadnym wypadku nie można stosować najmniejszych ilości używek, włącznie z kawą, alkoholem, herbatą, czekoladą czy napojami typu cola.

Żeby wzmocnić i uspokoić układ nerwowy i obronny chory powinien dostarczyć organizmowi więcej neuroprzekaźników, a prawie wszystkie neuroprzekaźniki to aminokwasy, które wchodzą w skład białka. Najlepiej jest dostarczać organizmowi białka pochodzenia roślinnego, a nie zwierzęcego, bo spożywanie tego drugiego prowadzi zwykle do gromadzenia się toksycznego amoniaku w organizmie i osłabienia systemu obronnego. Dlatego należy jeść dobrej jakości białko roślinne, a szczególnie nierafinowany (brązowy) ryż, kaszę jaglaną, fasolę, groch, soję, cieciorkę czy soczewicę.

Koniecznie trzeba wystrzegać się wolnych tłuszczów, dopuszczalne jest stosowanie wyłącznie umiarkowanych ilości tłoczonej na zimno oliwy z oliwek.

Węglowodany można spożywać tylko złożone (owoce, warzywa, nierafinowane produkty zbożowe, kasze, razowy chleb, płatki owsiane z błonnikiem, płatki jaglane itp.), a nie rafinowane (cukier, przetwory z białej mąki itp.).

Należy wystrzegać się wszystkiego, co powoduje powstawanie w organizmie nadmiaru wolnych rodników tlenowych, które uszkadzają komórki nerwowe (neurony). Szczególnie zagrożenie stanowią w tym względzie potrawy smażone, frytki, placki, ciasta, rafinowane oleje, margaryny i oczywiście stres, który powoduje powstawanie szczególnie dużych ilości rodników.

Spożywać natomiast można to wszystko, co zawiera antyoksydanty (beta karoten, witamina C, E, B komplex, cynk, selen oraz aminokwasy: L-glutation i L-cysteina), ponieważ unieszkodliwiają one wolne rodniki. Żeby dostarczyć organizmowi odpowiednich ilości tych przeciwutleniaczy, należy spożywać następujące produkty: marchew, morele świeże i suszone, zielonolistne warzywa, czereśnie, wiśnie, truskawki, arbuzy, pestki słonecznik i dyni, czosnek surowy lub gotowany, orzechy włoskie, laskowe i migdały, wszystkie owoce i warzywa, pomidory, zarodki pszenicy, kiełki, fasola, soczewica, groch i inne strączkowe. Oprócz w/w aminokwasów duże znaczenie ma też L-tyrozyna, która działa wzmacniająco i pobudzająco na mózg i układ nerwowy, a duże jej ilości znajdują się w Tofu (ser z soi), fasoli i soczewicy.

Ponieważ organizm chorego przez pewien czas potrzebuje większych ilości pewnych witamin i mikroelementów, wskazane jest też zażywanie następujących suplementów (najlepiej postaci naturalnej):

Witamina E (bardzo ważna!) - najlepiej bez kapsułek (w płynie lub w granulacie do rozpuszczenia) - 3 razy dziennie po posiłkach po przynajmniej ok. 200 IU do nawet 1000 IU dziennie.

Lecytyna (wytwarza się ją z soi). Potrzebne są większe dawki (najlepiej 1200 mg). (w lecytynie jest cholina – wit. z gr. B, która podnosi poziom acetylocholiny w mózgu, co w tym przypadku jest bardzo ważne). Lecytynę najlepiej zażywać 3 razy dziennie po ok. 1200 mg po posiłkach.

Magnez z witaminą B6 - 3 razy dziennie po 1 - 2 tabletki po jedzeniu.

„Special Two” (naturalny preparat, który zawiera właściwie wszystkie witaminy, minerały, mikroelementy, przeciwutleniacze, niezbędne aminokwasy oraz wiele innych składników wzmacniających zdrowie) – 2 do 3 razy dziennie 1 tabletkę po jedzeniu.

W/w preparaty należy stosować przez 2 miesiące, a po upływie tego czasu przez następny miesiąc stosować niżej wymienione:

Spirulina – 3 razy dziennie 2 tabletki po posiłkach.

Boracelle (olej z ogórecznika lekarskiego 500 mg, który zawiera największe ilości kwasu gammalinolenowego, z którego w organizmie wytwarzane są prostaglandyny) - 3 razy 1 kaps. po jedzeniu.

Koenzym Q10 – 3 razy 1 tabletkę (30 mg) po posiłkach.

Glinka lecznicza „Huma” – zażywać według opisu na ulotce.

Melatonina – nie więcej niż 3 mg dziennie i zażywana wyłącznie wieczorem, ok. 1 godzinę przed snem.

Po upływie 2 miesięcy można wrócić do zażywania wcześniej stosowanych środków i w ten sposób kontynuować kurację przez okres ok. 6 miesięcy.

Czynnikiem mającym ogromne znaczenie w profilaktyce i leczeniu wszystkich chorób autoimmunologicznych jest umiejętność kontroli stresu. Niewłaściwe funkcjonowanie systemu nerwowego, pesymizm, nadpobudliwość nerwowa czy nadmierny stres mogą znacznie opóźnić powrót do zdrowia i pozbawić skuteczności nawet najbardziej rygorystyczną dietę, ćwiczenia fizyczne czy jakiekolwiek inne zabiegi. Aby całkowicie wyleczyć się z chorób autoimmunologicznych konieczna jest radykalna zmiana sposobu myślenia, wyzbycie się negatywnych myśli, przygnębienia, lęku, depresji. Jednak dla większości ludzi spełnienie tego warunku i taka doskonała kontrola stresu oraz stałe pielęgnowanie radosnego sposobu myślenia wydaje się być czymś nierealnym i niemożliwym do zrealizowania. I faktycznie tak jest, ale tylko wtedy, gdy człowiek próbuje osiągnąć ten cel o własnych siłach, zapominając o tym, że jest Ktoś kto kocha, troszczy się, potrafi i pragnie obdarzyć nas wewnętrznym pokojem, radością, swoim Duchem, prawdziwą miłością i tym wszystkim, co sprawia, że człowiek rodzi się jakby na nowo i zaczyna myśleć innymi niż wcześniej kategoriami. Coś takiego określone zostało w Biblii mianem „nowonarodzenia”. Aby to nowonarodzenie stało się naszym udziałem, konieczne jest poznanie i akceptacja objawionej w Biblii Bożej miłości: "Na tym polega miłość, że nie myśmy umiłowali Boga, lecz że On nas umiłował i posłał Syna swego jako ubłaganie za grzechy nasze" (1 Jan. 4:10). Dlatego prawdziwe i skuteczne leczenie wszelkich chorób autoimmunologicznych musi polegać na łączeniu zdrowego stylu życia z autentyczną miłością, która zgodnie z tym, co napisał Apostoł Paweł "przewyższa wszelkie poznanie" (Efez. 3:19).

Jeśli współczesna medycyna mówi, że wyleczenie z chorób autoimmunologicznych jest niemożliwe, to jest tak dlatego, że bierze ona pod uwagę wyłącznie suche fakty, pomijając energię prawdziwej miłości, która jest dzisiaj największą potrzebą chorej ludzkości. Na szczęście coraz większe grono uczonych dostrzega ten fakt, o czym świadczą liczne wypowiedzi. Przykładem tego może być cytat z książki, której autorem jest dr B. Siegel: "Dr Coe z Uniwersytetu Stanford wykazał, że oddzielenie malutkich małpek od matek blokuje ich system odpornościowy. Dowiódł też, że małe dzieci, które nie są otaczane miłością, umierają nawet w najlepszych warunkach sanitarnych i żywieniowych" ("Miłość Medycyna i Cuda", s. 284).

Przygnębienie, pesymizm, lęk i nieumiejętność radzenia sobie ze stresem są często największą przeszkodą w walce z chorobą, a szczególnie choroba autoimmunologiczną. Wszystko to wywiera destrukcyjny wpływ na funkcjonowanie całego organizmu a w szczególności systemu obronnego, którego dysfunkcja jest powodem chorób z autoagresji. "Stan naszego umysłu ma o wiele większy wpływ na nasze zdrowie niż nam się wydaje. Często choroby, na które cierpią ludzie są wynikiem umysłowej depresji. Smutek, niepokój, niezadowolenie, poczucie winy, nieufność i wyrzuty sumienia prowadzą do rozbicia sił życiowych a następnie do chorób i śmierci. Radość, nadzieja, wiara i miłość poprawiają zdrowie i przedłużają życie" (E. White, "Ministry of Healing", s. 192).

Najlepszym dowodem prawdziwości powyższego stwierdzenia może być kolejna niezwykle interesująca historia choroby pewnej dziewczyny, o której podczas jednego z wykładów opowiadał dr Sang Lee (WYKŁAD 19, PODKOWA LEŚNA).

Dziewczyna ta, już jako dziecko cierpiała z powodu młodzieńczej postaci reumatoidalnego zapalenia stawów. Zachorowała na tę chorobę mając zaledwie 3,5 roku. W przypadku chorób autoimmunologicznych, które dotykają dzieci, częstym powodem są problemy emocjonalne matek takich dzieci podczas ciąży. I w tym przypadku rzeczywiście tak było, bo okazało się, że matka tej dziewczynki w czasie ciąży dwukrotnie próbowała popełnić samobójstwo. W ten sposób, te złe samobójcze zamiary, depresja oraz wszystkie towarzyszące temu stanowi negatywne uczucia oraz pragnienia (potrzeby) wywarły bardzo zły wpływ również na geny znajdujące się w białych ciałkach krwi płodu. Wpłynęło to na dziecko tak bardzo destrukcyjnie, że potem jego leukocyty z łatwością przekształciły się w takich agresywnych „wandali”, w złe komórki, które zaczęły atakować własny organizm, wywołując autoimmunologiczne reumatoidalne zapalenie stawów.

Dodatkowo, do rozwoju tej choroby, i to w bardzo dużej mierze, przyczyniła się babcia tej dziewczynki. Ponieważ ta babcia była Koreanką, podobnie jak wielu innych mieszkańców tamtego kraju, wierzyła w reinkarnację, i z tego powodu stale wmawiała swojej wnuczce, że jej choroba to wynik grzechów, które popełniła ona jeszcze w poprzednim wcieleniu.

- O moja biedna wnuczko, - mówiła babcia - w swoim poprzednim wcieleniu musiałaś mieć na sumieniu wiele grzechów. To dlatego teraz musisz tak cierpieć.

I ta dziewczynka tak często to słyszała, że uwierzyła w to kłamstwo, uwierzyła w reinkarnacje oraz to, że faktycznie miała wiele grzechów, bo ta babcia jej ciągle powtarzała:

- Jesteś taka chora, bo nagrzeszyłaś w poprzednim wcieleniu.

Ta dziewczynka cierpiała z powodu tej choroby przez wiele lat. Ale kiedy miała 17 lat dowiedziała się o doktorze Lee i przyjechała do położonego w Kalifornii adwentystycznego ośrodka zdrowia o nazwie „Weimar”. I tam codziennie rozmawiała z doktorem Lee, czytała z nim Biblię i w końcu zrozumiała, że nie ma czegoś takiego jak reinkarnacja czy grzechy z poprzedniego wcielenia. Uświadomiła sobie, że nie chorowała także z powodu jakichkolwiek własnych grzechów, ale że jej choroba była wynikiem tego, że w czasie ciąży jej matka próbowała popełnić samobójstwo, co spowodowało jakieś negatywne zmiany w genach komórek systemu obronnego płodu, tak że potem w wieku trzech lat pojawiła się choroba z autoagresji.

Dr Lee wykazał jej, że ponieważ teraz uwierzyła w Chrystusa wszystkie jej grzechy zostały wybaczone. Wyjaśniając to cytował fragmenty Pisma Świętego: „Piszę wam, dzieci, gdyż odpuszczone są wam grzechy dla imienia jego” (1Jan. 2:12); „A modlitwa płynąca z wiary uzdrowi chorego i Pan go podźwignie; jeżeli zaś dopuścił się grzechów, będą mu odpuszczone” (Jak. 5:15).

- Wiec moja babcia była w błędzie? – powiedziała wtedy niezmiernie uradowana dziewczynka.

- Tak, – odparł dr Lee – ona wmawiała ci to kłamstwo, ponieważ sama nie znała prawdy, która znajduje się w Biblii.

Dr Lee pokazał jej też wiele fragmentów Biblii mówiących o tym, jak bardzo Bóg kocha człowieka: „Na tym polega miłość, że nie myśmy umiłowali Boga, lecz że On nas umiłował i posłał Syna swego jako ubłaganie za grzechy nasze... A myśmy poznali i uwierzyli w miłość, którą Bóg ma do nas. Bóg jest miłością” (1 Jan. 4:10,16); „Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny” (Jan. 3:16).

Od tamtej chwili ta dziewczynka była zupełnie inną osobą, zawsze się cieszyła, z radością ćwiczyła, piła czystą wodę między posiłkami, jadła zdrową wegetariańską żywność i śpiewała. Kiedy przywieziono ją do Instytutu znajdowała się na wózku inwalidzkim i o własnych siłach była w stanie przejść jedynie kilka kroków. Kiedyś, gdy miała 6 lat dobrze grała już na pianinie. Jednak potem, kiedy za sprawą babci, choroba rozwijała się coraz bardziej, jej palce stały się tak zdeformowane i sztywne, że w siódmym roku życia przestała grać i nigdy potem nie próbowała nawet tego robić.

Kiedy jednak zrozumiała że Bóg ją kocha i że przez wiarę w Jego Syna jest nawet dzieckiem Bożym, oraz że Chrystus może ją uzdrowić, wtedy któregoś dnia sama wstawała z wózka i o własnych siłach poszła do sali, w której znajdowało się pianino i po raz pierwszy od czasu, gdy miała siedem lat, zaczęła grać, a wszyscy inni pacjenci oraz pracownicy, widząc to zaczęli bić brawo. Oczywiście, nie grała jeszcze doskonale, ale grała i powiedziała: Ja wiem, że Bóg może mnie uzdrowić. Od 7 roku życia nigdy nie dotknęłam pianina, bo myślałam, że ta choroba jest karą, którą zesłał na mnie Bóg. Zawsze wstydziłam się moich dłoni, ponieważ według mnie stanowiły one dowód Bożej kary. Teraz jednak poznałam prawdę i już nie wstydzę się swoich rąk.

I tak, każdego dnia dziewczyna cieszyła się życiem i społecznością z tym nowym, kochającym Bogiem, stale robiła postępy, coraz dłużej spacerowała, czyniąc też postępy w grze na pianinie. Aż w końcu całkowicie wyzdrowiała z choroby, z której miała się nigdy nie wyleczyć. Zupełnie wyleczyła się i podjęła naukę na uniwersytecie w Nowym Jorku.

A zatem, jakże prawdziwe w świetle tego doświadczenia wydają się być cytowane wcześniej słowa E. White, która napisała, że "choroby są wynikiem umysłowej depresji”, oraz że „smutek, niepokój, poczucie winy i wyrzuty sumienia prowadzą do rozbicia sił życiowych a następnie do chorób i śmierci”, natomiast, takie bezcenne wartości jak: „radość, nadzieja, wiara i miłość, poprawiają zdrowie i przedłużają życie" (E. White, "Ministry of Healing", s. 192).

Warto więc pamiętać o starej biblijnej prawdzie podanej przez króla Salomona w Księdze Przypowieści: "Wesołe serce jest najlepszym lekarstwem, lecz przygnębiony duch wysusza ciało". Tak więc posiadanie "wesołego serca", wewnętrznego pokoju i poczucia bezpieczeństwa stanowi jeden z podstawowych warunków gwarantujących powrót do zdrowia. W jaki jednak sposób, te bezcenne i mające ogromny wpływ na nasze zdrowie wartości: radość, pokój i bezpieczeństwo, mogą stać się udziałem człowieka żyjącego w pełnym smutków, obaw, niebezpieczeństw, i stresu świecie? Jedynym źródłem, które może udzielić odpowiedzi na to pytanie jest Pismo Święte: "Gdyż Bóg daje człowiekowi, który mu jest miły, mądrość, wiedzę i radość" (Kazn. 2:26); "Łaska i pokój niech się wam rozmnożą przez poznanie Boga i Pana naszego, Jezusa Chrystusa" (2 Piotr. 1:2); "Strach do upadku prowadzi człowieka, bezpieczny jest ten, kto zaufał Panu" (Przyp. Sal. 29:25); "Usprawiedliwieni tedy z wiary, pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa" (Rzym. 5:1); "Pokój zostawiam wam, mój pokój daję wam; nie jak świat daje, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze i niech się nie lęka" (Jan. 14:27).

Wszystkie te natchnione i najbardziej godne zaufania słowa, świadczą o tym, że autentyczną radość, wewnętrzny pokój oraz prawdziwe bezpieczeństwo możemy znaleźć jedynie w Bogu, codziennie powierzając Mu w modlitwach swoje życie, ufając Mu, coraz lepiej poznając Go dzięki systematycznej lekturze Pisma Świętego oraz niezachwianie wierząc w Jego Syna i akceptując Go jako swojego Zbawiciela, który w naszym imieniu pokonał grzech i śmierć. Przychodząc do Chrystusa w modlitwie ze skruszonym sercem, zawsze otrzymamy od Niego przebaczenie, pokój oraz siłę do tego, by móc podążać Jego śladami i pokonać złe przyzwyczajenia oraz słabości, których wcześniej nie byliśmy w stanie przezwyciężyć o własnych siłach.

Cały ten niezwykły proces nawrócenia, począwszy od uznania swojej bezsilności aż do dokonanej Bożą mocą wewnętrznej metamorfozy, we wspaniały sposób przedstawia Ellen White w popularnej książce „Droga Do Chrystusa”: "Jesteście moralnie słabi, kontrolowani przez zwyczaje waszego życia. Wasze postanowienia są jak bicz z piasku. Jednak nie musicie wpadać w rozpacz. Nie potrafisz zmienić swego serca, ale możesz poddać swoją wolę Bogu, a wówczas On będzie w tobie działał. Przez nieustanne oddawanie się Bogu będziesz mógł żyć nowym życiem. W ten sposób cała twoja natura zostanie poddana kontroli Ducha Chrystusowego. Pragnienia dobra i świętości są słuszne, gdy jednak poprzestaniemy tylko na nich, staną się one bezwartościowe. Wielu ludzi zginie na wieki, chociaż mieli nadzieję i chęć stania się chrześcijanami. Nie dokonali ostatecznego wyboru, by poddać swą wolę Bogu. Dzięki właściwemu ćwiczeniu woli może nastąpić całkowita zmiana w twoim życiu. Przez poddanie twojej woli Chrystusowi łączysz się z potęgą przewyższającą wszelkie moce. Uzyskujesz wówczas siłę z wysokości, aby mocno stać. Przez nieustanne oddawanie się Bogu będziesz mógł żyć nowym życiem... Potrzebujesz niebiańskiego pokoju, przebaczenia, spokoju ducha i miłości. Nie kupisz tego za pieniądze, nie zdobędziesz rozumem, nie osiągniesz mądrością i nie ma nadziei, byś swoim własnym staraniem zapewnił to sobie. A Bóg ofiaruje nam to jako dar bez pieniędzy i bez płacenia (Iz. 55,1). Staną się one twoim udziałem, jeśli tylko wyciągniesz rękę i uchwycisz je. Chodźcie i spór ze Mną wiedźcie! - mówi Pan - Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją; choćby czerwone jak purpura, staną się jak wełna (Iz. 1,18). I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza (Ezech. 36,26). Wyznałeś swoje grzechy i z całego serca je odrzuciłeś. Postanowiłeś oddać się Bogu i teraz możesz przyjść do Niego i prosić, by zmył twoje grzechy i odnowił twoje serce. Wówczas wierz, że Bóg to uczyni, ponieważ to obiecał. Tego nauczał Jezus, gdy był tu na ziemi. Jeśli uwierzymy, dar przez Boga obiecany stanie się naszą własnością. Nie potrafimy wyrazić prawdziwego żalu za dawne grzechy ani zmienić serca lub stać się świętymi. Ale Bóg przyrzeka uczynić to wszystko dla nas przez Chrystusa. Uwierz tej obietnicy. Wyznaj swoje grzechy i oddaj się Bogu. Zdecyduj się Mu służyć. A gdy tylko to uczynimy, Bóg spełni swoje słowo wobec nas. Jeśli wierzymy obietnicy i uwierzymy, że stało się to faktem dokonanym dzięki Bogu, wtedy Jezus uzdrowi nas, tak jak uleczył paralityka. Nie czekajmy aż odczujemy uzdrowienie, lecz powiedzmy: Wierzę nie dlatego, że czuję się uzdrowionym, ale dlatego, że Bóg obiecał. Jezus powiedział: Wszystko, o co w modlitwie prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie (Mar. 11,24). Ta obietnica spełni się tylko pod tym warunkiem, że prosić będziemy zgodnie z Jego wolą. A Bóg przecież chce oczyścić nas z grzechu, uczynić swymi dziećmi i przysposobić do świętego życia. O te błogosławieństwa możemy więc prosić i wierzyć, że je otrzymamy. Jednocześnie z góry dziękujmy Bogu, że je otrzymaliśmy. Jest naszym przywilejem to, że możemy przyjść do Jezusa i być oczyszczonymi. Potem możemy stanąć przed prawem bez wstydu i wyrzutów sumienia. Teraz jednak dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie nie ma już potępienia (Rzym. 8,1)... Są tacy, którzy poznali przebaczającą miłość Chrystusa i szczerze pragną być dziećmi Bożymi, ale zorientowali się, że ich charaktery są niedoskonałe, a życie pełne błędów, i gotowi są zwątpić w to, że ich serca zostały odnowione przez Ducha Świętego. Nie można ponownie pogrążać się w rozpaczy. Często z powodu naszych niedoskonałości i błędów powinniśmy schylać czoła i płakać u stóp Chrystusa. Nie powinniśmy się jednak nigdy zniechęcać. Choćby się nieprzyjacielowi udało chwilowo nas pokonać, nie jesteśmy przez Boga odrzuceni i zapomniani. Nie, Chrystus siedzi po prawicy Ojca, by się wstawiać za nami. Pisze o tym umiłowany uczeń Jezusa: Dzieci moje, piszę wam to dlatego, żebyście nie grzeszyli. Jeśliby nawet kto zgrzeszył, mamy Rzecznika wobec Ojca - Jezusa Chrystusa sprawiedliwego (I Jana 2,1)... Niech twoją pierwszą myślą każdego ranka będzie poświęcenie się Bogu. Niech twoją modlitwą będzie: Przyjmij mnie, Panie, na własność. Wszystkie moje plany składam u Twoich stóp. Wykorzystaj mnie dzisiaj do swojej służby. Pozostań ze mną i pozwól mi Twoją mocą wykonywać moje obowiązki. Niechaj to będzie naszą codzienną czynnością. Poświęć się Panu każdego poranka na nowo. Jemu powierz wszystkie swoje zamierzenia, by mogły być zrealizowane lub zaniechane według Jego wskazującej Opatrzności. Możesz więc każdego dnia powierzać swoje życie w ręce Boga, a będzie ono z dnia na dzień bardziej odzwierciedlało życie Jezusa... Przyjąwszy na siebie człowieczeństwo, Jezus związał ze sobą ludzkość tak mocno węzłem miłości, że żadna siła nie potrafi go rozwiązać, tylko człowiek z własnego wyboru. Szatan będzie nas ustawicznie nakłaniał do zerwania tego związku, do oderwania się od Chrystusa. Dlatego właśnie musimy stale czuwać, modlić się, walczyć, by nic nie skusiło nas do oddania się innemu panu. Zawsze bowiem możemy to uczynić. Skoncentrujmy nasz wzrok na Chrystusie, a On nas uratuje. Patrząc na Jezusa jesteśmy bezpieczni. Nic nie może nas wyrwać z Jego rąk. Przez nieustanne wpatrywanie się w Niego za sprawą Ducha Pańskiego, coraz bardziej jaśniejąc, upodabniamy się do Jego obrazu (II Kor. 3,18)" (E. White, Droga Do Chrystusa).

Często największą potrzebą chorego człowieka jest uzyskanie przebaczenia i uwolnienie się od wyrzutów sumienia, ponurych myśli i lęku. "Istnieją dziś tysiące fizycznie chorych, którzy pragną usłyszeć słowa odpuszczone są tobie grzechy twoje. Brzemię grzechu jest podstawą ich chorób. Ludzie ci nie znajdą ratunku dopóki nie przyjdą do Uzdrowiciela duszy. Spokój, którego tylko On może udzielić, da siłę umysłowi i zdrowie ciału" (E. White, Śladami Wielkiego Lekarza, s. 240). Aby uzyskać przebaczenie i spokój sumienia, wystarczy w modlitwie przyjść do Zbawiciela, niezachwianie ufając obietnicom zawartym w Jego Słowie: "A modlitwa płynąca z wiary uzdrowi chorego i Pan go podźwignie; jeżeli zaś dopuścił się grzechów, będą mu odpuszczone" (Jak. 5:15).

„Wielu ludzi zbyt dużo rozmyśla nad swoimi życiowymi błędami, ułomnościami i rozczarowaniami, serca ich napełnia smutek i zniechęcenie. Podczas mojego pobytu w Europie napisała do mnie pewna wierząca kobieta, będąca w głębokiej depresji. Prosiła o kilka słów pociechy. Następnej nocy po otrzymaniu tego listu śniło mi się, że byłam w ogrodzie, a ten, kto wydawał się być jego właścicielem, oprowadzał mnie po ogrodzie. Zrywałam kwiaty i rozkoszowałam się ich pięknem i zapachem, gdy nagle znalazła się przy mnie owa kobieta i zwróciła moją uwagę na brzydkie osty zagradzające jej drogę. Zatrzymała się pełna smutku i zaczęła narzekać. Nie szła ścieżką za przewodnikiem, lecz chodziła wśród ostów i cierni. - O - mówiła - jakie to przykre, że tak piękny ogród zeszpecony jest przez ciernie. Wtedy nasz przewodnik powiedział: Nie martw się z powodu cierni, gdyż one mogą cię tylko zranić. Zbieraj róże, lilie i goździki.

Mówi się, że Jezus płakał, i że nigdy się nie uśmiechał. Zbawca nasz istotnie znał dobrze smutek, gdyż serce Jego było otwarte na cierpienia wszystkich ludzi. Jednak, choć życie Jego było pełne samozaparcia, choć ocienione bólem i troską, przeciwności nie zgnębiły Jego ducha. Oblicze Jego nigdy nie zdradzało żalu ani niepokoju, lecz pełne było pogody i łagodności. Jego serce nie przestawało być źródłem życia, a gdziekolwiek szedł, przynosił odpoczynek i pokój, radość i wesele. Odkupiciel nasz był poważny i gorliwy, lecz nigdy smutny czy przygnębiony. Życie ludzi biorących Chrystusa za przykład będzie pełne poważnych intencji, a oni sami będą mieli głębokie poczucie osobistej odpowiedzialności. Nie będzie w ich życiu miejsca na lekkomyślność, hałaśliwe zabawy czy prymitywne żarty.

Jeśli nie przestaniemy myśleć o niesprawiedliwości czy nieuprzejmości bliźnich, nie będziemy mogli tak ich kochać, jak Chrystus umiłował nas. Jednak, gdy przeniknie nas cudowne miłosierdzie Chrystusa, o bliźnich zaczniemy myśleć w tym samym duchu. Nie zważajmy na słabości i błędy, którym nie możemy zaradzić, ale miłujmy i szanujmy się nawzajem. Bądźmy pokorni i nie okazujmy zbytniej pewności siebie, a nade wszystko znośmy cierpliwie wady bliźnich. Taka postawa zniszczy nasz wrodzony egoizm i uszlachetni nas.

Są ludzie, którzy żyją w nieustannym lęku i zmartwieniu. Codziennie otrzymują namacalne dowody miłości Bożej, a mimo to nie dostrzegają tych błogosławieństw. Myśli ich są stale zajęte nieprzyjemnymi sprawami, które budzą ich niepokój. A jeżeli rzeczywiście zaistnieją jakieś kłopoty, choć błahe, przesłaniają im rzeczy wielkie, za które powinni być wdzięczni. Trudności, które napotykają, winny zwrócić ich ku Bogu, by u Niego szukać ratunku, a nie oddzielać ich od Stwórcy, wzbudzając niepokój i niezadowolenie. Zbawiciel zwraca nam uwagę na ptaki niebieskie, które beztrosko nucą pieśni chwały, chociaż "nie sieją ani żną", gdyż Ojciec Niebieski troszczy się o ich potrzeby. Następnie Chrystus pyta: "Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one?" (Mat. 6,26). Wszechmocny Opiekun ludzi i zwierząt wspiera Swą dłonią wszystkie stworzenia. Nie zapomina i o ptakach, choć nie karmi ich sam, ale mogą one zbierać ziarno, które Pan dla nich rozsiał. Same muszą zbierać materiał do budowy gniazd, same muszą dbać o swe młode. Ze śpiewem udają się do swej pracy, a Ojciec Niebieski je żywi. Czy my, rozumne, uduchowione istoty, nie jesteśmy cenniejsi w oczach Boga? Czyż Ten, który nas stworzył i ukształtował na swoje boskie podobieństwo, nie zatroszczy się o nas, gdy Mu zaufamy? Chrystus wskazał uczniom polne kwiaty, rosnące w obfitości i promieniujące prostym pięknem, które dał im Ojciec Niebieski jako wyraz swej miłości do ludzi. Powiedział: "Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną" Mat. 6,28. Piękno i prostota tych kwiatów daleko przewyższa wspaniałość Salomona. Najpiękniejszy strój wykonany przez najzręczniejszego artystę nie może równać się z naturalnym wdziękiem i promienną urodą tych kwiatów, stworzonych przez Boga. Jezus pyta: "Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, o ludzie małej wiary?" Mat. 6,30. Jeżeli wielki boski Artysta wieloma delikatnymi barwami zdobi proste kwiaty, które giną u schyłku dnia, o ileż więcej troszczyć się będzie o tych, których stworzył na swoje podobieństwo? Ta nauka Chrystusa jest naganą dla niespokojnych myśli, dla niepokoju i pełnych zwątpienia serc pozbawionych wiary” (E. White).

Dopóki dotknięty chorobą z autoagresji człowiek nie zdoła zapanować nad negatywnymi uczuciami, szanse na powrót do zdrowia są bardzo nikłe. Jedyna skuteczna metoda gwarantująca rozwiązanie tego problemu zawarta jest w słowach samego Jezusa Chrystusa: "Jeżeli wytrwacie w słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie i poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi" (Jan 8,31). Wytrwała, poparta szczerą wiarą i modlitwą lektura Słowa Bożego zawsze prowadzi do "poznania prawdy". Poznanie zaś i akceptacja prawdy o tym czego w świętej historii swojego życia i śmierci dokonał Syn Boży dla każdego grzesznego człowieka sprawi, że zostanie on "wyswobodzony" od grzechu, kary za grzech czyli wiecznej śmierci oraz lęku przed tą śmiercią i zapewni sobie wewnętrzny pokój oraz nowe, nigdy nie kończące się, wolne od chorób i cierpienia życie: "Zaprawdę, zaprawę, powiadam wam, kto słucha słowa mego i wierzy temu, który mnie posłał, ma żywot wieczny i nie stanie przed sądem, lecz przeszedł z śmierci do żywota" (Jan 5,24).

Lekturę Pisma Świętego najlepiej rozpocząć od poznania treści czterech ewangelii, zwracając szczególną uwagę na objawioną w życiu i śmierci Chrystusa niezwykłą miłość Bożą do grzesznego człowieka oraz opisy dokonanych przez niego uzdrowień. W ten sposób w umyśle chorego zrodzi się przeświadczenie o istnieniu Kogoś kto bardzo kocha, troszczy się i jest w stanie wyleczyć każdą chorobę. Także stosunek takiego człowieka do śmierci będzie wówczas doskonale harmonizował ze słowami Ap. Pawła: "Albowiem dla mnie życiem jest Chrystus, a śmierć zyskiem" (Fil. 1,21). Owocem zaś nawiązania takiej bliskiej więzi ze Zbawicielem będą te wszystkie bezcenne wartości, których bez Chrystusa nikt nie jest w stanie uzyskać, i których posiadanie stanowi jeden z niezbędnych i najważniejszych warunków gwarantujących powrót do zdrowia. Z tego właśnie powodu współczesna medycyna coraz częściej dostrzega ścisłą zależność między duchową kondycją człowieka a jego fizycznym i psychicznym aspektem zdrowia. Według popularnego czasopisma Rider's Digest "Religia i medycyna są nierozerwalnie ze sobą związane... Wyniki badań naukowych potwierdzające związek wiary ze zdrowiem sprawiają, że sceptyczne środowisko medyczne zaczyna powoli wracać do źródeł" ("Rider's Digest", edycja polska, wrzesień 2001, str. 63).

W przypadku chorób autoimmunologicznych, niewątpliwie tym, co najbardziej potrzebne jest szczególna więź z Bogiem poprzez codzienne studium Słowa Bożego oraz gorliwe modlitwy, ale wypowiadane własnymi słowami ze świadomością, że zanoszone są one do Istoty, która „jest miłością” (1Jan 5:20), która jest wszechmogąca, i która może oraz pragnie obdarzyć zdrowiem, każdego kto to zdrowie utracił i prosi o uzdrowienie okazując skruchę i porzucając to wszystko, co wcześniej doprowadziło do pojawienia się choroby. Modlitwy takie mogą być też poparte krótkim, np. 1-dniowym postem, gdyż, jak to wynika jasno z treści Pisma Świętego, taki przeprowadzony z właściwą motywacją post podnosi skuteczność zanoszonych modlitw.

Sławomir Gromadzki

zielarz@nadzieja.pl

UWAGA!

Informacje o wymienionych w opracowaniu ziołolekach oraz sposób ich zażywania znajdują się w dziale ARTYKUŁY w temacie ZIOLOŁEKI.

Środki te można nabyć w niektórych sklepach zielarskich bądź zamówić za pobraniem pocztowym (płatne przy odbiorze) w sklepie zielarsko-medycznym "Leki z Bożej Apteki" (Szczecin):

EMAIL: sklep.zielarski@onet.eu

TEL: 091 433 85 38

Aby leczenie opisanej tutaj dolegliwości było kompletne należy koniecznie dodatkowo przeczytać treść wszystkich opracowań na temat zdrowia (znajdujących się w dziale ARTYKUŁY) a przynajmniej artykuł pt. ZASADY ZDROWIA, gdyż realizując podane tam zalecenia oraz odżywiając się wyłącznie według zawartych tam przepisów kulinarnych z czasem usunięta zostanie prawdziwa przyczyna dolegliwości a nie jedynie jej objawy.

Nie mniej istotne jest uważne wysłuchanie znajdujących się również na tej stronie cyklu wszystkich wykładów (audio) na temat zdrowia, gdyż w wyniku ich wysłuchania oraz zastosowania podanych podczas tych prelekcji zaleceń wiele osób uwolniło się od rożnych - często opornych na wcześniejsze próby leczenia - dolegliwości. Zachęcam do uważnego wysłuchania wszystkich tych wykładów bez względu na temat, gdyż w każdym z nich znajduje się wiele cennych informacji dotyczących zdrowia.

Niezwykle ważne jest codziennie powierzanie swojego życia i zdrowia Bogu, który jest w stanie dokonać o wiele więcej niż jakiekolwiek kuracje. Szczegóły na ten temat wyjaśnia we wspaniały sposób książeczka Droga do Chrystusa, którą gorąco polecam, i którą można znaleźć pod niżej podanym adresem internetowym: http://nadzieja.pl/ksiazki/droga/01_bezwarunkowa_milosc.html Serdecznie zachęcam do uważnej lektury tej książki, gdyż właściwe zrozumienie i akceptacja przedstawionych tam prawd doprowadzi do nowonarodzenia, a tym samym do uzyskania odpowiedniej motywacji oraz sił niezbędnych do przeprowadzenia radykalnych zmian w stylu życia, co jest podstawą, bez której nie ma mowy o trwałym uwolnieniu się od chorób.

Serdecznie zachęcam także do zapoznania się z lekturą książki Wielki Bój, po przeczytaniu której w moim życiu doszło do nowonarodzenia i przemian, których wcześniej o własnych silach nie byłem w stanie osiągnąć: http://www.czasdecyzji.pl/viewpage.php?page_id=7

KORESPONDENCYJNA SZKOŁA „KSB” POLECA

BEZPŁATNY KURS „ZDROWIE i RODZINA”

Bezpłatne lekcje KSB otrzymasz podając swój adres na stronie:

http://www.kursybiblijne.pl/index.php?ot=ksboff

BIBLIJNA TAJEMNICA ZDROWIA

Polska jest krajem niemal w 100% chrześcijańskim i aż 98% naszego społeczeństwa deklaruje się jako ludzie wierzący. Jest więc czymś oczywistym i zrozumiałym, że jako ludzie wyznający wiarę w Boga powinniśmy także zwrócić uwagę na to, czego On sam może dokonać w celu naszego uzdrowienia, tym bardziej, że jest On doskonałym Lekarzem i miłuje nas „wieczną miłością” (Jer.31:3). Podróżując po całym kraju i prowadząc prelekcje na temat zdrowia, często mam możliwość rozmawiać z wieloma chorymi ludźmi i zachęcać ich do tego, by stosując te proponowane przeze mnie naturalne środki lecznicze, które pochodzą od Stwórcy, gorliwie i wytrwale prosili Go o błogosławieństwo i uwolnienie od chorób. Słowo Boże zachęca nas nawet, abyśmy prosili również inne wierzące osoby o modlitwy w intencji naszego uzdrowienia: „Choruje kto między wami? Niech przywoła starszych zboru i niech się modlą nad nim, namaściwszy go oliwą w imieniu Pańskim. A modlitwa płynąca z wiary uzdrowi chorego i Pan go podźwignie; jeżeli zaś dopuścił się grzechów, będą mu odpuszczone” (Jak. 5:14-15).

Wypowiedź ta jednoznacznie świadczy o tym, że szczerze wierzącym ludziom dany został wspaniały i bezcenny przywilej modlitwy o uzdrowienie. Dodatkową zachętą powinien być dla nas fakt, że Ten, do którego kierujemy nasze prośby jest „miłością” (1Jan. 4:8), miłuje nas bezinteresownie i bezwarunkowo, oraz że umiłował nas zanim jeszcze nawróciliśmy się do Niego (Rzym. 5: 8-10). Pomimo tego jednak, jeśli pragniemy, aby On sam chronił nas przed zgubnym wpływem chorób, i jeżeli oczekujemy błogosławieństwa aprobowanych przez Niego zabiegów, przy pomocy których staramy się pomóc organizmowi w odzyskaniu zdrowia, to powinniśmy ze swej strony spełnić pewne oczywiste i postawione nam przez Niego warunki. Naszym obowiązkiem jest np. zerwanie z tym wszystkim, co wcześniej mogło spowodować utratę zdrowia (używki, niezdrowa dieta, niemoralne życie itp.) oraz szczere wyznanie tego przed Bogiem w osobistej modlitwie. Obdarzając nas swoimi błogosławieństwami i miłością, Bóg pragnie też, abyśmy sami okazywali bliźnim niesamolubną miłość, a także troszczyli się o innych będących w potrzebie, w tym także chorych ludzi: „Jeśli podzielisz twój chleb z głodnym i biednych bezdomnych przyjmiesz do domu, gdy zobaczysz nagiego, przyodziejesz go, a od swojego współbrata się nie odwrócisz, wtedy... twoje uzdrowienie rychło nastąpi” (Izaj. 58:7-8).

Innym, bardzo ważnym i także znajdującym się w Słowie Bożym warunkiem, jaki powinniśmy spełnić, aby Bóg mógł zrealizować obietnicę uzdrowienia, jest okazywanie posłuszeństwa Jego woli, która została jasno wyrażona w Dziesięciu Przykazaniach: "I rzekł: Jeżeli pilnie słuchać będziesz głosu Pana, Boga twego (...) i jeżeli zważać będziesz na przykazania jego, to żadną chorobą, którą dotknąłem Egipt, nie dotknę ciebie, bom Ja, Pan, twój lekarz" (2 Mojż. 15,26); "Za to zaś, że będziecie słuchać tych praw i przestrzegać ich... Pan oddali od ciebie wszelką chorobę" (5Moj. 7:12-15); "Twoje serce niech przestrzega przykazań, Bo one przedłużą ci lata życia oraz zapewnią ci pokój... Zaufaj Panu z całego swojego serca i nie polegaj na własnym rozumie! Pamiętaj o nim na wszystkich swoich drogach, a On prostować będzie twoje ścieżki! Nie uważaj się sam za mądrego, bój się Pana i unikaj złego! To wyjdzie na zdrowie twojemu ciału i odświeży twoje kości" (Przyp. 3:1-2,5-8).

Z powyższych cytatów wynika, że nieodzownym warunkiem spełnienia tych wspaniałych obietnic, gwarantujących zdrowie, pokój i pomyślność jest także właściwy stosunek do świętych Bożych Przykazań - tych samych, które zapisane zostały na kartach Pisma Świętego, i o których sam Syn Boży powiedział, ze stanowią niezmienny wyraz Bożej woli względem nas: "Nie sądźcie, że przyszedłem zmienić Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem zmienić, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni. Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim" (Ew. Mateusza 5,17-19).

DEKALOG BIBLIJNY W KATOLICKIM PRZEKŁADZIE KS. JAKUBA WUJKA, II KS. MOJŻ. (WYJŚCIA), ROZDZ. 20:

I. Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.

II. Nie uczynisz sobie obrazu rytego ani żadnej podobizny tego, co na ziemi...Nie będziesz się im kłaniał ani służył...

III. Nie będziesz brał imienia Pana, Boga twego nadaremno; bo nie będzie miał Pan za niewinnego tego, by wziął imię Pana, Boga swego nadaremno.

IV. Pamiętaj, abyś dzień sobotni święcił. Sześć dni robić będziesz i będziesz wykonywał wszystkie roboty twoje, ale dnia siódmego jest sabat Pana, Boga twego: nie będziesz wykonywał weń żadnej roboty... Przez sześć dni bowiem czynił Pan niebo i ziemię... a odpoczął dnia siódmego; i dlatego pobłogosławił Pan dzień siódmy i poświęcił go.

V. Czcij ojca twego i matkę twoją, abyś długo żył na ziemi, którą Pan, twój Bóg, da tobie.

VI. Nie będziesz zabijał.

VII. Nie będziesz cudzołożył.

VIII. Nie będziesz kradzieży czynił.

IX. Nie będziesz mówił fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.

X. Nie będziesz pożądał domu bliźniego swego, ani będziesz pragnął żony jego, ani sługi, ani służebnicy, ani wołu, ani osła, ani żadnej rzeczy, która jego jest.

- CZY CHRYSTUS PRZYSZEDŁ, ABY ZMIENIĆ BOŻE PRAWO?

„Nie sądźcie, że przyszedłem zmienić Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem zmienić, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni. Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim”. (Ew. Mateusza 5,17-19)

- CZY PISMO ŚWIĘTE DOPUSZCZA MOŻLIWOŚĆ ZMIANY BOŻYCH PRZYKAZAŃ?

„Wszystkie przykazania Jego są trwałe, ustalone na wieki, na zawsze”. (Psalm 111,7-8)

- JAKIE KONSEKWENCJE POCIĄGA ZA SOBĄ ZMIANA LUB ŁAMANIE CHOĆBY JEDNEGO Z BOŻYCH PRZYKAZAŃ ?

„Choćby ktoś przestrzegał całe Prawo, a przestąpiłby jedno tylko przykazanie, ponosi winę za wszystkie. Ten bowiem, który powiedział: Nie cudzołóż, powiedział też: Nie zabijaj. Jeżeli więc nie popełniasz cudzołóstwa, dopuszczasz się jednak zabójstwa, jesteś przestępcą wobec Prawa.” (List św. Jakuba 2,10-11)

- CZY PISMO ŚWIĘTE PRZEPOWIEDZIAŁO PRÓBĘ ZMIANY BOŻYCH PRZYKAZAŃ?

„Będzie wypowiadał słowa przeciw Najwyższemu i wytracał świętych Najwyższego, będzie zamierzał zmienić czasy i Prawo”. (Księga Daniela 7,25)

- CZY ŚWIĘCENIE NIEDZIELI MA UZASADNIENIE W BIBLII?

Katolicki kardynał, James Gibbons (The Faith of Our Fathers, wyd. 47, s.111-112): „Możecie przeczytać Biblię od Genesis do Objawienia i nie znajdziecie nawet jednej wzmianki potwierdzającej świętość niedzieli. Pismo Święte nakazuje i wymaga święcenia soboty”.

- CO WEDŁUG SYNA BOŻEGO JEST WAŻNIEJSZE, LUDZKA TRADYCJA CZY BOŻE PRZYKAZANIA?

„On im odpowiedział: Dlaczego i wy przestępujecie przykazanie Boże dla waszej tradycji ? Bóg przecież powiedział: Czcij ojca i matkę...Wy zaś mówicie: ”Kto by oświadczył ojcu lub matce: Darem [złożonym w ofierze] jest to, co dla ciebie miało być wsparciem ode mnie, ten nie potrzebuje czcić swego ojca ni matki”. I tak ze względu na waszą tradycję znieśliście przykazania Boże. Obłudnicy, dobrze powiedział o was prorok Izajasz: Ten lud...czci mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi.” (Ew. Mateusza 15,3-9)

- KTÓRY DZIEŃ ŚWIĘCILI PIERWSI CHRZEŚCIJANIE?

Morer, teolog anglikański: „Pierwotni chrześcijanie otaczali sabat wielkim szacunkiem i spędzali ten dzień modląc się i słuchając kazań. Przejęli tę praktykę od samych apostołów”. (Dialoges on Lords Day);

E. Brereword: „Przestrzeganie soboty było kontynuowane w Kościele chrześcijańskim do V wieku”. (Learned Treatise of Sabbath, s. 77)

- CO STANOWI GŁÓWNĄ CECHĘ CHARAKTERYZUJĄCĄ PRAWDZIWY KOŚCIÓŁ BOŻY W CZASACH OSTATECZNYCH?

„Tu się okazuje wytrwałość świętych, tych, którzy strzegą przykazań Boga i wiary Jezusa”. (Apokalipsa Św. Jana 14,12)



Plik "Choroby autoimmunologiczne" w innych formatach do pobrania i wydruku:

WORD DOC-MS Word

PDF PDF-Acrobat Reader